Nie będę robić peelingów. To domena kosmetyczek i kosmetologów. A poza tym to nie działa, a ja lubię tylko konkret. Zabiegi, które przynoszą efekt…

*** [moja historia] osobista *** 

Tak myślałam na moich studiach podyplomowych z medycyny estetycznej na wykładach z peelingów, nie skupiałam się na tym, co mówią. Moje myśli błądziły wokół innych tematów. Wynudziłam się jak mops….

Przyszły warsztaty- 7 godzin zajęć praktycznych z peelingów głębokich… Stałam nafuczona i dumna jak paw:

– „Ja, specjalista z doktoratem, peelingi będę robić. Niedoczekanie…”

Ale kiedy tak stałam dłuższą już chwilę, pomyślałam: „No dobrze, ale co ja tu będę robić przez te 7 godzin?”
„ Hmmm, to może jednak pomaziam się po twarzy, co mi tam… Tylko sobie udowodnię, że to nie działa”. A ja lubię mieć rację, jak chyba każdy z nas…

To była sobota.

***

W niedzielę było jeszcze znośnie.

***
W poniedziałek- wszyscy w pracy pytali, co mi się stało… Moja twarz wyglądała, jak po przedawkowanym solarium. Była czerwona, w widocznymi już, odstającymi fragmentami naskórka…

***

We wtorek- wzięłam urlop na żądanie. Nakładałam na siebie tony preparatu gojącego- tłustego na potęgę. Klęłam, na czym świat stoi. Oczywiście mówili, że to tak jest, ale kto by im uwierzył??? Moja twarz i wszystko wokół było tłuste, czerwone, łuszczące. Okropa.

***

W środę musiałam iść do pracy- pacjenci, których operowałam na bloku operacyjnym zwykle już śpią, jak do nich podchodzę, więc tu problemu nie było. Gorzej w poradni- 40 osób… Czapka, maska, pani doktor ma infekcję- kombinowałam, jak umiałam, bo przekładanie tylu pacjentów w ostatniej chwili nigdy nie robi dobrze na stosunki interpersonalne z paniami rejestratorkami i pielęgniarkami….
Dalej moja twarz przypominała przedawkowane solarium, tym razem z coraz większą ilością łusek…
Dalej złorzeczyłam…
Smarowałam się i goiłam, powoli już nikt nie zwracał na mnie uwagi…

***

I pamiętam dokładnie ten moment – środek nocy, dyżur, myję ręce i jak to zwykle bywa, nad umywalką lustro… Myję te ręce, patrzę i czuję, że coś jest nie tak – zwykle w takiej sytuacji, po całym dniu i kawałku nocy pracy, nerwowo zastanawiałam się, gdzie podkład, puder i ta natrętna myśl- zrób coś z twarzą, bo straszysz pacjentów… Tym razem to właśnie tej myśli nie było. Spojrzałam jeszcze raz i…

„O rany, jaka ja piękna jestem…”
Czułam się tak, jakbym zrzuciła starą skórę, a wraz z nią- brud, stres, zmęczenie i przebarwienia. Coś niesamowitego. Stałam w tej dyżurce w środku nocy oniemiała z zachwytu…

I druga myśl, jeszcze bardziej zaskakująca: „Kurcze, to jednak działa!”. I to jak!

***

Teraz nie wyobrażam sobie, żeby raz w roku nie zrobić peelingu chemicznego głębokiego.

To utrzymuje moją skórę w świetnej kondycji przez cały rok. Co potwierdzają klientki, które pierwszy raz przychodzą do mnie i mówią: „Bo ja chciałabym mieć taką skórę, jak Pani…” A ja im odpowiadam: „OK. Jest to możliwe, ale wymaga czasu i dobrze ustalonego planu działań”
Tak głębokie zabiegi wykonujemy od września do marca. Sezon już rozpoczęty  Ja jeszcze przed, ale już nie mogę się doczekać….

Zapraszam Cię. Chciałabym, żebyś poczuła się tak, jak ja w tej dyżurce w środku nocy… Żebyś zobaczyła, jak piękną masz skórę. A ja Ci w tym pomogę, z przyjemnością…

***
A jeśli chcesz zobaczyć, jak ja wyglądałam po peellingu chemicznym głębokim- zobacz TUTAJ

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o peelingach- zapraszam TUTAJ

A może chcesz prezent- mój e-book: „Fakty  i mity o peelingu chemicznym głębokim”- znajdziesz go TU

Pozdrawiam
Monika Żuchowicz-Gil